WKOPI.PL Poniżej przedstawiamy kopię sfotografowanej strony internetowej http://kobieta.interia.pl/news/slubowalam-czystosc,1725583 przez WKOPI.PL. Kopia przedstawia stan strony na 2011-11-25 11:07:04 CET z pominięciem treści ładowanych dynamicznie przy każdym wyświetleniu danej strony internetowej. Aktualnie strona może wyglądać zupełnie inaczej.

| START | Fotografia poniższej strony | Zrób zdjęcie strony internetowej | Szukaj | Zgłoś naruszenie zasad | Regulamin | Kontakt |
 



Korzystając z serwisu wkopi.pl akceptujesz postanowienia regulaminu.
Ślubowałam czystość - Kobieta w INTERIA.PL - zdrowie kobiety, diety, uroda, seks, moda

Przejdź do głównej części strony

INTERIA.PL - Portal internetowyKobieta
enhanced by Google

Nawigacja

Ślubowałam czystość

Myślałam, że nigdy nie pożałuję tej decyzji. Dziś wiem, jak bardzo się myliłam...

Muszę żyć z konsekwencjami moich decyzji
Muszę żyć z konsekwencjami moich decyzji /© Panthermedia

Wcześnie wyszłam za mąż, może nawet zbyt wcześnie. Małżeństwo przyniosło mi wiele szczęścia, ale także wiele cierpienia. Oboje nie dorośliśmy jeszcze do obowiązków. W każdym razie zostałam sama i ani myślałam o ponownym zamążpójciu.

- Nigdy nie kusiło cię, aby związać się z innym mężczyzną? - dziwiła się moja przyjaciółka, Agata. Nie oceniałam jej, każda z nas żyła zawsze tak jak chciała. Ona co rusz miała nowego narzeczonego. Była zakochana na śmierć, a potem wypłakiwała mi się na ramieniu, bo kolejny facet okazał się niewypałem. Uśmiechnęłam się do niej.

- Owszem, próbowałam, ale jakoś mi nie wychodziło - westchnęłam. Może dlatego, że miałam wówczas poczucie winy. Wyszłam za mąż i przysięgałam przecież, że "nie opuszczę cię aż do śmierci". Co z tego, że mój mąż odszedł, skoro ta przysięga nadal była i jest dla mnie ważna? Nigdy więc żaden mój związek nie przekroczył ram przyjaźni. Mężczyźni chyba czuli się zawiedzeni i odchodzili. Żaden nie potrafił zrozumieć tego, że dla mnie pewne wartości są bardzo ważne. Na przykład to, że dzięki swojemu postępowaniu mogę chodzić z czystym sumieniem na mszę i przystępować do komunii.

- Ach, najwyżej byś się raz czy dwa razy wyspowiadała - przyjaciółka lekceważąco machnęła ręką. - Przecież ludzie popełniają gorsze rzeczy i dostają rozgrzeszenie! W końcu księża to też ludzie, rozumieją nasze słabości...

- Wiem o tym - odparłam spokojnie - Ale tu wcale nie chodzi o procedurę spowiedzi. Tylko o moją wewnętrzną potrzebę. Wiesz, ostatnio zastanawiam się nad pewną rzeczą... - zawahałam się.

- Jaką? - zapytała przyjaciółka.

- Chciałabym złożyć ślub czystości! - odpowiedziałam po chwili namysłu, bo nie wiedziałam, jak Agata zareaguje. Spojrzała na mnie mocno zdziwiona.

- Zwariowałaś? - wzruszyła ramionami.

- Nie, dlaczego? Uważam, że to piękna idea. Mogę swoją energię seksualną przekuć na coś duchowego, większego, na coś, o czym tak naprawdę zawsze marzyłam. Życie nie zaczyna się i nie kończy na seksie! Istnieje głębsza, prawdziwa miłość między ludźmi! - przekonywałam ją z zapałem.

- Mam wrażenie, że rozmawiam z nawiedzoną szesnastolatką, a nie z dojrzałą kobietą! - roześmiała się.

- Nie wiem, dlaczego koniecznie chcesz ośmieszyć mój pomysł - obraziłam się, więc Agata zaraz się uspokoiła.

- Przepraszam, nie chciałam cię obrazić. Po prostu... nie mieści mi się to w głowie! Ja nie jestem w stanie nawet ogarnąć tej mojej... energii... jak to nazwałaś. A co dopiero zamienić ją na co innego? Nie byłabym w stanie! Nie zostań tylko jakąś fanatyczką - błagała mnie Agata.

- No co ty, przecież mnie znasz. Po prostu wierzę i tyle. Moja wiara jest dla mnie ważna, zawsze była, ale czy to kiedykolwiek przeszkadzało naszej przyjaźni? - Nigdy, to prawda. Tylko... czy jesteś całkiem pewna tego, co robisz? - zastanawiała się z troską Agata. Ale ja przygotowywałam się do tego już od wielu miesięcy. Rozmawiałam ze swoim spowiednikiem, który do niczego mnie nie namawiał. Wprost przeciwnie, starał się mnie zniechęcić.

- Jesteś całkiem pewna? - pytał za każdym razem, gdy ze sobą rozmawialiśmy. - Nie będzie to przecież żadna oficjalna przysięga. Złożysz ją Bogu i sobie... Ty sama będziesz musiała się pilnować i sama podejmować decyzje. Jesteś jeszcze młoda, wiele się może wydarzyć...

- Nie mogę unieważnić ślubu, a nie mogę też żyć z kimś bez ślubu - odpowiadałam na to. - Poza tym jestem zdecydowana... Przecież nie muszę zamykać się na zawsze w domu, nie odrzucam przyjaźni ludzkiej, ale chcę sama przed sobą mieć jasność, co do mojej przyszłości.

- To twoja decyzja - odpowiedział ksiądz po chwili - ale pamiętaj, że możesz jej kiedyś żałować. A wtedy będzie już za późno, bo przecież nie okłamiesz samej siebie, prawda?

- Nie będę żałować! - powiedziałam pewnie. - Już mówiłam, dużo o tym myślałam i jestem zdecydowana!

- Będę się za ciebie modlił - powiedział ksiądz z westchnieniem. - Ale pomyśl czasem o pokorze, dobrze?

W dniu, w którym postanowiłam ostatecznie złożyć przysięgę czystości, wstałam wcześnie rano. Czułam, że jest dla mnie bardzo szczególny, choć nikt - oprócz spowiednika i Agaty - przecież o tym nie wiedział. Specjalnie wybrałam na ten dzień niedzielę. Miałam dużo czasu na to, aby się nad sobą zastanowić. Kiedy przekraczałam próg kościoła, mocno biło mi serce... Uklękłam w ławce i modliłam się o to, aby moja decyzja była pewna, abym się nie zawahała i miała całkowitą odwagę ją podjąć. Cisza aż dzwoniła mi w uszach. W kościele oprócz mnie nikogo nie było i miałam wrażenie, że to jest czas przygotowany przez Boga specjalnie dla mnie. Gdzieś, wysoko w górze, szczebiotały jaskółki, które uwiły sobie gniazda.

Szybkim krokiem podeszłam do ołtarza. Słoneczne promyki wpadały przez rozświetlone, kolorowe szybki i tańczyły na białych ścianach. Jakby cieszyły się razem ze mną... Pochyliłam głowę i powiedziałam to, co miałam do powiedzenia. A potem - drżącą ręką założyłam sobie na palec wąską, srebrną obrączkę. Była to jedyna pamiątka po mojej babci, która pozostała wierna dziadkowi aż do śmierci. Gdy umierała, już bardzo stara i chora, on wciąż uśmiechał się do niej ze zdjęcia - młody, przystojny, jak wtedy, gdy brali ślub i jak wtedy, gdy urodziły się im pierwsze dzieci. Dziadek zaginął w czasie wojny i babcia do końca wierzyła, że któregoś dnia się odnajdzie. Sama wychowywała moją mamę i jej trzy siostry, konsekwentnie odrzucając propozycje zamążpójścia. Czekała na niego... Zmarła, patrząc na jego portret.

W moim życiu nic się nie zmieniło. Dalej chodziłam do pracy, ale czułam się tak, jakby wyrosły mi skrzydła. I wtedy właśnie spotkałam Jacka. Było to na przyjęciu u moich znajomych. Ujął mnie swoim spokojem, wyciszeniem. Pod koniec imprezy panowie byli już trochę podchmieleni, a panie wiedziały, że czeka je rola kierowców. Muszę przyznać, że w duszy ucieszyłam się, że nie mam takiego problemu. Mogłam wyjść, kiedy chciałam, i wrócić do domu. Od nikogo niezależna i bezpieczna.

- Odwieźć cię do domu? - zaproponował Jacek, jedyny trzeźwy mężczyzna na tej imprezie. Zgodziłam się. Po drodze trochę rozmawialiśmy i okazało się, że mamy na wiele tematów podobne zdanie. Był bardzo miły, a ja czułam się z nim swobodnie. W ogóle - od momentu mojego postanowienia - czułam się dużo lepiej w towarzystwie mężczyzn niż wcześniej. Jakby chroniła mnie moja własna, niewidzialna bariera. Dlatego też z przyjemnością zgodziłam się na kolejne spotkanie. Jacek był bardzo pomocny.

ródło informacji: Z życia wzięte

Dodatki

Warto przeczytać



Informacje dodatkowe